• Wpisów:47
  • Średnio co: 62 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 12:03
  • Licznik odwiedzin:31 998 / 2981 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Scenka rodzajowa:
[grają salsę]
A: Tańczysz?
B: Jasne.
[A i B idą na parkiet. Zaczynają solówką. A przechodzi do trzymania. B ma wrażenie, że coś jest nie tak, ale się tym nie przejmuje]
A: Tańczysz na jeden czy na dwa?
B: Na jeden. Tylko.
A: To zapomnij, że tańczysz na jeden.

I tak właśnie tańczyłam swoje pierwsze mambo (salsa on2).

Dla niewtajemniczonych:
on1: http://pl.wikipedia.org/wiki/Salsa_%28taniec%29#Salsa_Los_Angeles_styl_.22na_1.22
on2: http://pl.wikipedia.org/wiki/Salsa_%28taniec%29#Salsa_New_York_styl_.22na_2.22_.28mambo_on_2.29
Generalnie ta sama muzyka, kroki zupełnie w innym miejscu stawiane. Ciężko się przestawić z jednego na drugie, szczególnie na moim poziomie zaawansowania (basic).
 

 
Kolega-misjonarz, mieszkający w dalekim kraju, gdzie blondyni z niebieskimi oczami się wyróżniają, trochę z dystansem, a trochę ze zdziwieniem:
- Kurczę, mam jeszcze większe powodzenie u dziewczyn! No mówię im, kim jestem, a one nic! A od kiedy sobie nowe spodnie kupiłem, to już w ogóle!
 

 
Scenka rodzajowa.
Występują: ja (obserwator i komentator), X (kolega na diecie Dukana) i pozostali (garstka ludzi).

<X wcina kolejny serek>
<pozostali> Co Ty, X, na diecie?
<X> Yhy.
<ja> Ooo, tej białkowej?
<X> Nie, proteinowej.
<ja, lekko zaskoczona, ale uznała, że może się nie dosłyszeli> Aaaaa-ha.

Dzień później.
<pozostali> A Ty cały czas na tej diecie?
<X> Nooo, drugi dzień. Ale ciężko jest, tylko te proteiny i białka, żadnych węglowodanów ani nawet cukrów!
<ja> <fejspalm>

Kurtyna.
  • awatar Gość: Niestety w słuchawkach nie słychać wszystkiego
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kilka ciekawych tekstów, jakie można usłyszeć na pierwszym spotkaniu z mężczyzną (M). Wraz z przykładowymi odpowiedziami kobiety (K). Komentarz niepotrzebny.

1. Po pięciu minutach siedzenia w knajpie:
M: Chcę zobaczyć Twój dowód!
K: A można wiedzieć, po co? Najpierw pokaż mi swój.
M: Chcę zobaczyć!

2. Po kolejnych pięciu:
K: A który kraj najbardziej Ci się podobał?
M: Stany. Spotkałem tam gorącą dziewczynę.
K: (zaskoczenie argumentem, nic nie mówi).
M: Ty też jesteś gorąca.
K: (umiera ze śmiechu) To się ubawiłam!
M. Teraz twoja kolej.
K: (nadal umiera ze śmiechu)
M: Jestem gorący?... (na zdziwione oczy K, do której jeszcze to nie dociera) Przystojny?...

3. Gdzieś w połowie jedzenia:
M: Moją zasadą jest nie płacić za dziewczynę. Chcę cię o tym poinformować.
K: TY zaprosiłeś mnie na obiad i TERAZ mówisz mi, że nie będziesz płacić?
M: Teraz kobiety mogą pracować, są równe i mogą same za siebie płacić.

4. Podczas spaceru w pobliskim parku:
M: To jest park gejowski.
K: Nie widziałam tu żadnych gejów.
M: Spójrz, tu. (Potencjalni geje to jedyna męska para w parku, siedzą obok siebie i gadają.)

5. Po chwili (pobytu w "gejowskim" parku):
K: So, why did you take me to the "gay" park?
M (żarcik): Because I'm gay!
K (łapie żarcik i ciągnie dalej): Great, I'm gay too! (w sumie naprawdę jest jej wesoło)
M: (przerazenie mode on): Really?! Do you like woman?
K: I do! Not in the sense you are thinking of...

KURTYNA.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
M. (mając na myśli sąsiednie pokoje w mieszkaniu): Kurczę, jak fajnie, współlokatorek nie ma, luz, spokój, można robić, co się chce... Gotować, drzwi do pokoju otworzyć, gadać sobie...
K.: Tak się musi czuć mąż, jak nie ma w domu żony...
 

 
Rozmowa telefoniczna z prababcią.
M. składa życzenia, babcia słucha. M. kończy, babcia pyta: "kiedy za mąż wychodzisz?"
Stwierdziła jeszcze, że po co M. traci czas na naukę, kiedy powinna bogato wyjść za mąż i się niczym w życiu nie przejmować.

Ona zawsze, kiedy M. do niej przyjeżdża, na przywitanie z nadzieją w oczach pyta: "na wesele przyjechałaś prosić?" No niestety nie tym razem, babciu. I jeszcze długo, długo nie.

Eniłej, babcia zawsze daje M. wytyczne na temat przyszłego męża. Oto niektóre z nich:
- ma mieć dyrektorską pensję, co w babci rozumieniu jest bardzo, bardzo dużo - po co M. ma pracować?
- ma być wykształcony,
- ma być z miasta, co M. ma rozpoznać prosząc o akt urodzenia; dlaczego? "bo Cię jeszcze taki na wieś ściągnie i jeszcze każe w polu pracować - nie daj się! Ty z miasta jesteś",
- musi być dobrym człowiekiem.

  • awatar dwie-pokrywki: @ziemiojad: haha Żeby to było takie proste... ;)
  • awatar ziemiojad: szczegółowe wytyczne są, teraz trzeba tylko zamieścić odpowiedni anons w gazecie i przeprowadzić casting. Babcia oczywiście zasiada w jury jako przewodnicząca ;D
  • awatar reniacZ.: Naczyta się Faktu, a potem się martwi by nikt Tobą pola nie orał.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Rozmowa (dość standardowa) kolegów pewnej nacji przy obiedzie w poniedziałek.
S.: Jak spędziłeś weekend?
J.: Człowieku, nic nie pamiętam. Obudziłem się rano koło jakiejś dziewczyny. Nie wiem, kto to...
S. (życzliwie i z pamięcią): Krystyna, było jej na imię.
No tak, J. nie wiedział, koledzy wiedzieli.
  • awatar dwie-pokrywki: @Jacek: Nie ma jednak innego niż przecinek sposobu oddania tej pauzy, jaka wystąpiła w rozmowie (nie po polsku). @Piechu: No cóż, to była Krystyna. Ale: patrz wyżej! (dla Krystyny Właściwej serdeczne pozdrowienia :))
  • awatar dwie-pokrywki: @Piechu: hehehe "Wszelkie podobieństwa..."
  • awatar Gość: Już nie ma innych imion? ;P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Z serii: podsłuchane w autobusie.
Kobieta rozmawia przez telefon. Oto fragment rozmowy:
"No bo wiesz, to tak jest, że faceci mają 70% więcej endorfin. I nic nie zmienisz. Kobiety się za bardzo przejmują, potem mają zmarszczki, a po facetach wszystko spływa i są tacy otwarci..."
  • awatar dwie.owce: Męski egoizm, wygodnictwo i olew na wszystko, a nie endorfiny... ;)
  • awatar dwie-pokrywki: @Anukett: Ja też nie. Ale trzeba przyznać, że ciekawa.
  • awatar Anukett: tej teorii nie słyszałam ;)))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rozmowa M. z J.
J: Mam ochotę na loda... M., powiedz mi, jakiego mam sobie kupić?
M: A jakiego chcesz?
J: No takiego nie za dużego.
M: Big Milka może?
J: Hm... Nie...Bo wiesz, on... on nic nie ma.
M: No tak, poza lodem.
J: No właśnie. Poza lodem jest pusty w środku.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
M.&M. nie od dziś zachwycają się twórczością Krystyny Jandy. Jedna z M. niedawno znalazła na YT sześć odcinków serialu, którego była ona scenarzystą. Kilka lat temu był on emitowany na antenie TVP. Wtedy jednak M.&M. były za głupie, żeby docenić jego przekaz. Teraz żałują, że odcinków jest tak mało.

W skrócie, serial jest o życiu. Janda gra tam Lilkę, właścicielkę galerii ledwo wiążącą koniec z końcem, a jej córka - Maria Seweryn, gra tam również jej córkę, Wandę, lekarza weterynarii.

Polecamy gorąco.

A oto linki do poszczególnych odcinków:
WIGILIA
CIĄŻA
NARZECZONY
BUTY
AKTORKA
DANIE ŚWIĄTECZNE

Podałam odcinki chronologicznie, jednak można je oglądać w dowolnej kolejności. W szczególności polecam ostatni - porusza problem nietolerancji wobec osób homoseksualnych.

Miłego oglądania!
  • awatar Obiektyw-NIEJ: @jacek23151: "na szczęście poziom studentów nie jest prostą pochodną tego, czy chodzą do tyjatru, czego skromnym dowodem niżej podpisany". Polemizowałabym. Zależy w jakiej dziedzinie, od humanisty można więcej wymagać w kwestii obycia kulturalnego.
  • awatar jacek23151: @dwie-pokrywki: no ba ;)
  • awatar dwie-pokrywki: @jacek23151: Nie niżej, a wyżej, jeśli już. A skromność to Twoja cecha wrodzona.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
W ostatni weekend M. odwiedzili rodzice. Mama M. spojrzała na doniczki na oknie i zapytała: "czyj jest ten kaktus?" M. zgodnie z prawdą odpowiedziała, że jej. Na co jej mama: "M., kaktusy to hodują tylko stare panny! Ja Ci go wyrzucę". M. na to: "Chyba sobie żartujesz".
Niestety, mama M. nie żartowała. Wykorzystała moment, kiedy M. opuściła na dłużej pokój i wyrzuciła roślinę. Powiedziała do M., że jak przyjedzie następnym razem, to przywiezie jakąś ładną odnóżkę. I jeszcze dodała, że takim zachowaniem (czyli hodowaniem kaktusa) M. naraża dodatkowo swoją współlokatorkę na staropanieństwo.

Powiedzcie sami, czy taka roślinka może nieść za sobą tak drastyczne skutki?
  • awatar dwie-pokrywki: @Sklepik z horrorami: To może Ci dawać jakąś nadzieję. ;)
  • awatar Gość: Nie widzę związku.
  • awatar dwie-pokrywki: @jacek23151: No wiesz, jak się nadziejesz na takiego kaktusa, to ślad na skórze zostanie. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Kilka miesięcy temu, kiedy nad Polską przechodziła fala upałów...
M. postanowiła kupić sobie wentylator. Zachcianka jak każda inna. Zamówiła na Allegro i dostała. W częściach. To dla M. żaden problem - od dziecka lubiła sobie pomajsterkować. Poza tym ojciec M. nigdy nie pozwolił, żeby M. sobie w życiu w prostych sprawach nie radziła. M. otworzyła pudło i zaczęła skręcać śrubki. Co się dało, to połączyła łapką, a co nie - to do tego użyła pilniczka do paznokci.
Akurat tak się złożyło, że kilka minut po całej akcji zadzwonił do M. tata z pytaniem, co słychać. M. opowiedziała, że wreszcie ma wentylator i czuje się świetnie, mimo że za oknem taki upał, że aż powietrze w pokoju stoi. Tata M. grzecznie zapytał, jak sobie córka poradziła ze skręceniem sprzętu. A M. na to: "Tato, ja wprawdzie sobie dałam ze wszystkim radę, bo jakżeby inaczej, ale dziwię się Tobie, że Twoja córka nie została przez własnego ojca wyposażona w podstawowe narzędzia". Tata M. się zaśmiał i temat się skończył.

Parę dni temu...
M. opowiadała rodzicom, jak to musiała coś przykręcić i też uciekła się do dziwnych sposobów. I znowu powtórzyła do ojca, że się mu dziwi (...). Dzień później dostała od taty taki ekwipunek:
Kochany tatuś, prawda?

A mama M.? Zaczęła krzyczeć na męża z pretensjami, że jak ona (czyli M.) będzie taka samodzielna, to ona sobie nigdy faceta nie znajdzie. Dodała, że przecież brak narzędzi to wspaniały pretekst do tego, żeby kogoś poznać, a nie bawić się w Zosię-samosię. M. na to: "Mamo, jeszcze któregoś zawstydzę tym, że on nie będzie umiał posługiwać się narzędziami".

Ostatecznie M. przyjęła prezent.
I na razie nie ma zamiaru sprawdzać patentu na "podryw na kombinerki". Ale w przyszłości, kto wie, kto wie...
 

 
...czyli kilka wybitnych gaf znajomego. Że też mu któraś nie przywaliła w paszczę!
Oto scenki rodzajowe:

Do koleżanki o lekko (!) garbatym nosie:
- Miałaś złamany nos? Wypadek? Ojej!

Do kobiety pijącej piwo:
- Nie powinnaś pić piwa, jesteś w ciąży!
- Nie jestem! Po prostu jestem gruba, bo piję piwo.
- Ale jesteś najpiękniejszą kobietą w ciąży, jaką widziałem!
- Nie jestem w ciąży!

Do koleżanki, która przezornie kupuje kilka par spodni w jednym fasonie, ale innych kolorach:
- Cały czas nosisz te same spodnie. Co się stało?

Do koleżanki, która dobrze radzi myśleć mózgiem i nie traktować poważnie dziewczyny, która traktuje go zupełnie niepoważnie:
- Ale ona jest ładna! Nawet nie wiesz jak!
- A ja nie?
- No, też. Ale Ty jesteś inna kategoria!
- Jak to?!
- No, to jak kategoria olimpijska i olimpijscy umarli. (cokolwiek by to nie znaczyło...) Naprawdę jest ładna.
- Co?! To znaczy, że nie żyję? Myśl mózgiem!
- Ale ona jest naprawdę ładna!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
... czyli jak ciężka jest komunikacja na linii kobieta-mężczyzna. Zapraszam do wysłuchania:
"życie dlatego właśnie jest piękne, że nie ma jasności w temacie Marioli"

Piosenka prawdę Ci powie.
 

 
M. dowiedziała się niedawno, że znajomi znajomej wzięli ślub po 14 latach bycia razem. Oboje są już parę lat po trzydziestce. Na zdziwienie, że chodzili ze sobą tak długo (związki z takim stażem nie dożywają formalizacji), otrzymała wyjaśnienie, że facet dopiero po trzydziestce wie, czego chce, a poza tym jest ustabilizowany materialnie i takiego należy szukać. Hm.
  • awatar Gaoth: Normalnie jakbym czytała o swoich znajomych... Aczkolwiek facet po trzydziestce wcale nie musi wiedzieć, czego chce. Znam wielu, co zbliżają się do 40. i nadal mają siano we łbie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dzisiaj M. była świadkiem ciekawej rozmowy w kuchni w pracy. Dwie koleżanki M. rozmawiały o pracy. Robiły sobie herbatę. Pierwsza mówi, że od rana nic nie piła ani nie jadła (a była już 16.00), na co druga, że od głodu to się nie umrze, ale pić coś trzeba, chociaż wodę, bo bez tego to się cera psuje. Pierwszej mina zbladła. Chyba zacznie myśleć o swojej skórze.
 

 
Właśnie jestem mimowolnym świadkiem rozmowy telefonicznej mojej współlokatorki. Oto najlepsze jej kąski:
- Ja nie chcę tak żyć, że tylko zarabiam i wydaję. Dlatego myślę o dziecku.
- Bo ja tak sobie myślę, że to jest ostatni rok, żebym urodziła dziecko. Znaczy w tym roku już nie zdążę, więc w przyszłym.
- Z kim? To nie jest najważniejsze. Najważniejsze, żeby urodzić. Bo jak już pokończę te wszystkie swoje studia, to nie będę miała na to czasu.
- No bo jak już zacznę pracować, to nie będzie czasu na dziecko. Poza tym ja już stara jestem.
  • awatar dwie-pokrywki: @Piechu: Nie wiem dokładnie, ale z tekstu o skończonych dotychczas studiach wynikało, że może mieć na oko 25-27 lat.
  • awatar Gość: Lol :) A ile delikwentka ma lat, można wiedzieć?
  • awatar mru: dobre te teksty :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
M. idzie chodnikiem. Z naprzeciwka idzie para - na pozór normalna, nie ma się czego przyczepić; dziewczyna bardzo ładna, chłopak też niczego sobie. Nic nie zapowiada wybuchu. Chłopak o czymś zacięcie opowiada. Słychać go wyraźnie z odległości kilku metrów. W jego głosie wyczuwa się pasję i przejęcie. Nagle dziewczyna przerywa mu i mówi: "Adam! Możesz wreszcie przestać opowiadać mi o tych samochodach?!"
I czar prysł.
 

 
... taki do roboty.

Tak mówi mama M. i coś w tym jest.
I chodzi tu nie o to, że im ktoś więcej pije, tym jest bardziej "robotny", tylko o to, że im ktoś szybciej wypija (np. butelkę piwa), tym szybciej potrafi poradzić sobie z innymi zadaniami.
Potwierdzone w praktyce!
 

 
M. zauważyła, że wszystkie (albo prawie wszystkie, w każdym razie znaczna część) bloggerki na pingerze założyły swoje blogi, będąc singielkami (mniejsza o interpretację). Już po kilku dniach/tygodniach pojawił się Wybranek, którego można było na blogu (przynajmniej częściowo) opisać. No i generalne zadowolenie ze związku.
Czy to oznacza, że należy sobie założyć osobnego bloga nt. tzw. życia dla zwiększenia szans na "żyli długo i szczęśliwie"?
 

 
M. idzie przez pewne miasto o lekkich cechach prowincjonalnych, zwiedzając nowe dla niej rewiry. W sumie to nadal centrum tego miasta, ale jakoś tak klimatyczniej, więc M. to się ogląda, to otwiera buzię ze zdziwienia, to się na coś zagapi. I nagle z zagapienia słyszy:
- Perło, czego szukasz? Mnie?
Jako że pytający wygląda raczej na starego skorupiaka, to M. informuje, że zwiedza. A skorupiak przekonuje dzielnie, że jest przewodnikiem i może jej wszystko pokazać.
Eeee, to już nawet historia pewnego chłopca mówiącego "Parkowy" miała w sobie więcej polotu.
Morał: nie należy z siebie robić idioty niepotrzebnie.
 

 
Pewnego pięknego dnia znajomy obu M. rzucił w przestrzeń hasło następujące: "Nic tak nie cementuje związku jak kredyt hipoteczny". M. przypomniała sobie wtedy kilka związków, niekoniecznie małżeńskich, które złączone są więzami kredytu.
A kilka dni temu znalazła takie oto statystyki: http://dziennik.pl/gospodarka/article629162/Kryzys_robi_dobrze_polskim_rodzinom.html
 

 
Dzisiaj M. od wejścia do pracy słyszała następujące głosy (kolejność przypadkowa):
- łał
- ooo
- uuu
- o, M., jak Ty wyglądasz?
- M., co się stało?
- na wesele idziesz?

I co takiego zrobiła M.? Założyła najzwyklejszą sukienkę, która niczego szczególnie nie odsłaniała, nigdzie się nie świeciła ani niczym nie wyróżniała. W tajemnicy napiszę, że M. kupiła ją dawno temu za 50 zł (bez targowania).

I tak się M. zastanawia, na czym polega magia sukienek?